Odwaga w (bez)cenie

Odwaga zawsze była cenna, ale ostatnio jej wartość poszybowała w górę. Zadziałały prawa rynku. Im mniej jest pożądanego produktu, tym staje się on droższy. Jeżeli jest czegoś naprawdę mało, to staje się bezcenne, a wartość przestaje być notowana na giełdach.

Bóg powołując różnych ludzi wskazywał między innymi na odwagę. Tak było chociażby w przypadku Jozuego, który po Mojżeszu został przywódcą ludu izraelskiego. Jozue usłyszał: „Bądź mocny i mężny. Nie bój się i nie lękaj się, bo Pan, Bóg twój będzie z tobą wszędzie dokądkolwiek pójdziesz.” (Joz 1, 9) Przedtem jednak Stwórca nakazywał mu nieodstępowanie od Zakonu Pana.

Aby oprzeć się naciskom możnych tego świata potrzebny jest bardzo mocny kręgosłup. Jak go uzyskać? Dla wielu jest to wychowanie, jakie otrzymali, inni wzmocnili go doświadczeniami życiowymi, a dla innych jest to wiara.

Bycie blisko Boga, modlitwa – w której powierza się wszystko co się czuje, wszystkie swoje lęki – pozwala na uzyskanie wsparcia i pokonanie strachu. Nie mam na myśli powierzchownej religijności i powtarzania pustych frazesów, lecz rzeczywistą relację z żyjącym Zbawicielem.

Odwaga nie oznacza braku wątpliwości. Odwaga nie jest też brawurą. To zawsze kwestia poszukiwania odpowiedniej drogi oraz ominięcia tej, o której wiemy, że jest zła. Odwaga cechuje ludzi mądrych, takich, którym można zaufać.

Wydaje mi się, że prawdziwej odwadze towarzyszy wolność, miłość do ludzi i wiele innych ważnych cech, które tworzą całość. Każdy człowiek jest złożoną istotą składającą się z bardzo wielu elementów wzajemnie się uzupełniających. Zwykle, gdy spotykamy człowieka, który potrafi oprzeć się naciskom czy staje w obronie słabszych, zauważamy nie tylko odwagę, ale też mądrość i zrozumienie istoty tego, z czym się mierzy.

Z racji funkcji jaką pełnię, w ciągu ostatnich dziesięciu lat – w ramach prac w Komisji Historycznej Kościoła (powołanej w 2007 r. do zbadania zasobów archiwalnych dotyczących inwigilacji Kościoła przez organa bezpieczeństwa państwa w latach 1944-1990) – musiałem zapoznawać się z metodami, jakie stosowała SB w PRL-u. Jednym z najważniejszych zadań bezpieki było pozyskiwanie tajnych współpracowników, którzy pomagali władzy inwigilować obywateli.

Byli tajni współpracownicy, którzy angażowali się z powodów ideologicznych, wierzyli, że panujący wówczas system polityczny był najlepszy i całym sercem robili wszystko, aby go umocnić, także poprzez dostarczanie informacji o osobach podejrzanych o “niewłaściwe poglądy”.

Wśród donosicieli byli też tacy, którzy trzymali się większości. Zasada: „Nie wychylać się i sprzyjać władzy” była podstawą ich zachowań. W razie zmiany sytuacji politycznej nie mieli najmniejszych problemów, aby odwrócić się od tych, którym służyli i głośno wychwalać nową władzę, nawet jeżeli ta nowa diametralnie różniła się od poprzedniej. Starsi z nas pamiętają „towarzysza szmaciaka”, który padał na kolana przed „świętymi obrazami” w kościołach.

Wreszcie wśród tajnych i świadomych współpracowników byli tacy, którym złamano kręgosłup. Metody, choć okrutne, były bardzo proste. Bazowały na ludzkich słabościach. Któż ich nie posiada? A dodam, że w Biblii czytamy, że „wszyscy zgrzeszyli” (Rz 3,23) i „nie ma ani jednego sprawiedliwego.” (Rz 3,10).

Aby zniewolić człowieka, wszystkie informacje były przydatne. Widziałem notatkę, w której tajny współpracownik opisywał swoich znajomych. Jeden zdradzał żonę, inny nadużywał alkoholu, inny otrzymywał wsparcie w zachodniej walucie, jeszcze inny miał długi karciane itd. Aby złamać człowieka wyciągano wszystkie brudy. Czasami uderzenie szło w kierunku najbliższych – ich praca była zagrożona albo kariera utalentowanych dzieci stawiana była na szali. Albo będziesz z nami współpracował i twoje dzieci skończą wymarzone kierunki studiów albo zostaną przyjęci tylko do zawodówek. Oczywiście, nie używano jedynie bata. Była też marchewka. Regularne lub incydentalne wypłaty dużych sum. Wsparcie w robieniu kariery swojej i bliskich. Możliwość studiowania na zachodzie Europy i w USA.

Byli też tacy, którzy nie dawali się złamać, pozostawali wiernymi wyznawanym wartościom choćby oznaczało to przyjmowanie bolesnych konsekwencji i ponoszenie wymiernych strat.

Zapytacie, co to ma wspólnego z odwagą?

Odwaga to nie brak strachu. Odwaga to pokonywanie lęku i gotowość na przyjęcie konsekwencji, które raczej na pewno nas spotkają, gdy wybierzemy to, co właściwe.

Bo wybieranie właściwej drogi nierzadko łączy się z zakwestionowaniem działania innych. Stając po stronie wyśmiewanego, atakowanego ucznia możemy być także wyśmiani lub zaatakowani, sprzeciwiając się władzy, możemy być szykanowani, stracić pracę lub szansę na karierę. Przykłady można mnożyć.

Choć komunizm przeszedł do przeszłości to stosowane metody przymuszania ludzi do takich lub innych działań pozostały. Dzieje się tak dlatego, że metody wywierania wpływu na człowieka poprzez wykorzystanie jego słabości nie zostały wymyślone w czasach reżimu komunistycznego, ale towarzyszą nam chyba od początków ludzkości.

Dziś również można usłyszeć o podsłuchach, o szukaniu haków czy gromadzeniu informacji o ludzkich słabościach. Dziś także istnieją możliwości albo robienia zawrotnych karier, pomimo braku wystarczających kompetencji czy doświadczenia, lub odwrotnie – niszczenia drogi zawodowej tym, którzy mają inne zdanie od decydentów.

Dziś odwaga jest cechą bardzo rzadko spotykaną i bardzo cenną. Trudno jest odważnie pozostać przy swoich przekonaniach nie zważając na naciski, wskazania czy oczekiwania ze strony przełożonych. Zwłaszcza wtedy, gdy słyszy się jakie konsekwencje mogą zostać wyciągnięte wobec „niepokornych”.

Swoją drogą władza, która sięga po takie środki przestaje pełnić służebną rolę wobec społeczeństwa, ale dąży do zniewolenia człowieka, podnosząc ciśnienie, które po osiągnięciu granicznych wartości kończy się wybuchem.

Z dużym szacunkiem obserwuję osoby, które potrafią odważnie pozostać przy wyznawanych wartościach, nie ulegając naciskom. Łatwo mi pisać o odwadze. Zastanawiam się jednak, jakbym się sam zachowywał w ekstremalnych sytuacjach. Czy dla zachowania bezpieczeństwa lub dobrobytu swojego lub bliskich szedłbym na kompromisy? Czy umiałbym pozostać wiernym swoim przekonaniom i być gotowy na przyjęcie konsekwencji? Mam nadzieję, że gdy będę w podobnych sytuacjach znajdę wystarczająco siły, by nie ulegać naciskom.

Wiem, że część czytelników może nie podzielać mojej wiary lub poglądów. Nie zmienia to mojego nastawienia do nich. Szanuję odmienność.

Dla mnie jako ewangelika, wzorcem jest postawa Lutra, kiedy odważnie przeciwstawił się samemu cesarzowi podczas Sejmu w Wormacji i nie odwołał swoich poglądów, choć groziła mu za to ekskomunika i śmierć.

Wierzący mogą znaleźć siłę w Bogu, co wcale nie oznacza, że nie poniosą konsekwencji swoich wyborów. Nie powinniśmy rezygnować ze swoich przekonań. Wierność wartościom i bycie odważnym mimo wszystko, to coś niezwykle cennego. Jeżeli proszę Boga o odwagę to zawsze proszę też o mądrość, bym dokonywał właściwych wyborów. Życie niesie ze sobą wiele sytuacji, w których mamy wątpliwości jak postąpić, lub nie mamy odwagi, by postąpić właściwie.

Szkoda, że dziś odwaga jest tak rzadką cechą. Zastanawiając się nad odwagą to pomyślałem jeszcze o innej odwadze, odwadze potrzebnej do podejmowania codziennych zadań, często przez innych lekceważonych. Ale o tym innym razem.

komentarze

  1. Otóż..to

    Kiedyś w kultowym pewnym DS’ie sprzed “raptem” XXX bez mała – lat a nie wiadomo już nawet czy to V-tego czy raczej VII-piętra ( wisiał popozostawiony po porzednikach lokatoratorach łącznika w jednym z pokoi na ścianie DS’u – prosty plakacik w kapeluszu, jak i w przeciętnym stroju wyjściowym – aktoreczki -Michelle Pfeiffer..) A gdy “Magisterka” zakończyła się sukcesem, i pomimo kłód niekompetencji prowadzących/ prowadzącego “pomocnika-technicznego” – tamże – Dyplom (to bezprzepastne “braki sprzętowo-programowe”, w tym “zero kompetencji” “wszelkich” pomocników z urzędu” – w temacie – tyle! i aż tyle! – wykrzyknik) – na wierzch MassMedialnej całej PAN-Globalnej otoczki Współczesnej Jednej z “Trendy” bo w “trendzie” – Mody – a jaką zna się od lat co najmniej lat 60-tych/ 70-tych, ale i zwłaszcza lat 80-tych wówczas XX wieku (jeszcze za Reagana) – mody na bycie “anglo-sasskim” i jakby – purytańskim oraz protestanckim – zarazem – to u białych z rasy będącej w większości ~88% w U.S.A i nieco mniej w odsetku w Kanadzie – wypłynął “kultowy” pewien filmik – a jakże – z Michelle Pfeiffer w roli głównej, a ze słynnym i wyśpiewywanym – Psalmem 23-cim.- “Pan jest moim Pasterzem, niczego się nie ulęknę, choćbym szedł ciemną doliną…”. Miejcie wszyscy baczenie na to co się podskórnie po tym Całym Współczesnym Globie Ziemskim – wyprawia – słowem. To kaskada ułudy, wszelkich pozorów i nonszalancji, a nic z Prawdy. Wielokropek.

dodaj komentarz