Miłość bliźniemu złego nie wyrządza

Lektura Biblii jest bardzo inspirująca. Czytając list apostoła Pawła do Rzymian natrafimy na taki werset:

„Nikomu nic winni nie bądźcie prócz miłości wzajemnej (…) Przykazania: Nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie pożądaj i wszystkie inne – streszczają się w tym nakazie: Miłuj bliźniego swego jak siebie samego! Miłość bliźniemu złego nie wyrządza; wypełnieniem więc Prawa jest miłość.” Rzym. 13, 8-10

Właściwie nie zawiera on nic odkrywczego. Każdemu wierzącemu przykazanie miłości jest dobrze znane, ale …. No właśnie „ale”, …ale w życiu tak trudno je wypełnić. Bo tak naprawdę nie chodzi o wypełnianie przykazania, ale o to by miłość przenikała nasze postępowanie. Czy to jednak jest możliwe? Gdy przyjrzymy się bliżej myśli ap. Pawła zauważymy, że przykazania, które wymienia w kontekście miłości dotyczą trudnych relacji międzyludzkich.

Dziś chciałbym zaproponować odczytanie tego wersetu właśnie poprzez takie trudne relacje. A tak naprawdę poprzez spojrzenie na przemoc jaka wydarza się pomiędzy ludźmi. Przecież w przykazaniu „nie zabijaj” nie chodzi tylko o sam fakt pozbawienia kogoś życia, ale także o zadawanie bólu, cierpienia, o znęcanie się nad bliźnim, o słowa które ranią.

Jak to jest z przemocą wśród nas?

Kto z nas nie wyrządził nigdy krzywdy innej osobie? Kto z nas nie doświadczył przemocy względem własnej osoby? A jak to jest z naszym przyzwalaniem na przemoc w społeczeństwie, które tworzymy? Czy jesteśmy wstanie zabiegać o to, aby wprowadzać regulacje prawnie wykluczające przemoc? Czy są potrzebne?

Oczywiście! Wystarczy pomyśleć o sytuacjach patologicznych w niektórych rodzinach, o przemocy wobec słabszych. O stosunkach panujących w więzieniach, o karze śmierci czy stosowaniu tortur.

Regulacje prawne tworzone są jako reakcja na zmieniającą się świadomość społeczną. A ta zmienia się wtedy, gdy ktoś odważnie i głośno podważa dotychczasowy sposób myślenia.

Pozwólcie, że przytoczę kilka prawdziwych przykładów z ostatnich kilkudziesięciu lat. Kiedyś słuchałem opowieści mojej znajomej o tym, jak to było w czasie okupacji, gdy chodziła do szkoły. Bicie było środkiem stosowanym powszechnie w edukacji. Gdy nie była przygotowana do odpowiedzi, nauczycielka uderzyła jej głową o tablicę. Krew polała się z nosa. Jak twierdziła, następnym razem miała odrobione zadanie domowe.

Chłopak relacjonował swoje spotkanie z policjantem. Jechał na rowerze i złamał przepisy, skończyło się porządnym laniem oraz wykręconymi wentylami z kół. Twierdzi, że od tego wydarzenia, gdy widział policjanta trzymał się od niego z daleka. Ciekawe, oboje pochwalali tego typu środki wychowawcze, stosowane wobec nich, choć wiem, że nigdy nie stosowali podobnych w stosunku do swoich dzieci. Może dlatego, że ich rodzice nigdy nie stosowali kar cielesnych.

W latach siedemdziesiątych inny, znacznie starszy ode mnie znajomy, miał przykre doświadczenie z milicją. Na ogół był spokojnym i wesołym człowiekiem, ale gdy był pod wpływem alkoholu stawał się agresywny co wyrażało się w słowach, często dosyć dosadnych. Pewnego dnia pijany stał na przystanku autobusowym. Podjechała milicja, został wpakowany do samochodu i wywieziony w ustronne miejsce. Po spałowaniu puścili go wolno, a on przez kilka dni dochodził do zdrowia. W tym przypadku również ciekawa była reakcja dorosłych. Z jednej strony współczuli swojemu przyjacielowi, a z drugiej jakby pochwalali wprowadzanie porządku tego typu metodami.

Sam też doświadczyłem przemocy. Nasz nauczyciel muzyki, będąc pod wpływem alkoholu, kołysał się na krześle. Wzywał do siebie uczniów i kazał im śpiewać. Miałem wtedy 7 lat. Ponieważ nie potrafiłem wykonać zadania, chwycił mnie za policzek i mocno wykręcał. Było to bardzo bolesne. Przyznam, że poważnie rozważałem uderzenie go tak, aby spadł z krzesła, a biorąc pod uwagę fakt, że się na nim kołysał, pewnie by mi się udało. Zdawałem sobie jednak sprawę, że później mogłoby się to dla mnie źle skończyć. A więc cierpiałem, bez reakcji. Nie poskarżyłem się także rodzicom. Po jakimś czasie nauczyciel ten został zwolniony. Cóż. Trzeba stwierdzić, że w latach 70-tych ubiegłego wieku kary cielesne w szkołach nie były niczym nadzwyczajnym, choć oczywiście oficjalnie niedopuszczalne, to jednak dość powszechnie akceptowane.

Przykłady te pokazują, że w różnych momentach historii, w odmienny sposób podchodzono do stosowania przemocy wobec drugiego człowieka. Często akceptowano nawet brutalne zachowania. Były to czasy wojenne i powojenne, w których wielu jeszcze pamiętało stare, „sprawdzone” metody.

Na szczęście nastąpiły radykalne zmiany, wskazujące na to, że człowieka, nie wolno traktować jak przedmiot. Wraz z rokiem 1989 zostaliśmy oswobodzeni ze zniewolenia komunistycznego, które narzucało ludziom sposób myślenia i życia. Przełom dał nam wolność, a przez to dał możliwość wyboru tego, kim chce się być, jak chce się żyć i gdzie. Otworzył nasze społeczeństwo na demokrację obywatelską, w której mocno podkreślane są prawa jednostki do swobodnego wyboru i ochrony swoich praw.

Niestety, także dziś możemy napotkać sytuacje, w których jest stosowana nieuprawniona przemoc. Czasami używana jako narzędzie do podporządkowania sobie innych. Porażającym przykładem jest sytuacja z komisariatu kiedy to policjanci skutego i leżącego człowieka traktowali paralizatorem. Fakt, że sprawcami były osoby, których zadaniem jest chronienie innych wymaga szczególnie mocnego napiętnowania i surowej kary. Nie ma tutaj żadnego wytłumaczenia.

Nie ma wątpliwości, że będąc grzesznymi mamy skłonności do złego. Często też wykorzystujemy sytuację przewagi nad drugim człowiekiem. Przemoc domowa zwykle jest stosowana przez silniejszego w stosunku do słabszych. Wykorzystanie seksualne to też agresja ze strony silniejszego. Mobbing stosowany jest przez tego, który zajmuje wyższą pozycję.

A wracając do przykazania: miłuj bliźniego swego jak siebie samego, miłość bliźniemu złego nie wyrządza, to formuła uniwersalna, bo dotyczaca całości naszego życia. Nie ma sfer, które są spod niej wyłączone. Nie jest powiedziane: miłuj bliźniego za wyjątkiem… Gdy czytam to przykazanie to wiem, że w pierwszej kolejności dotyczy ono mnie. To nie inni mają je stosować. Ono jest skierowane do mnie osobiście. To ja mam miłować bliźnich, to ja mam nie wyrządzać złego.

I jeszcze jedna myśl.

Gdy media opisują tragedię, w której ucierpiały dzieci na skutek drastycznej przemocy obecnej w tej rodzinie, można usłyszeć relacje sąsiadów. Czasami nic nie słyszeli i nie widzieli, czasami słyszeli ale „nie mieszali się” w cudze sprawy. Przykazanie miłości nie może pozostawić mnie obojętnym. Gdy widzę, że komuś jest wyrządzana krzywda, to właśnie dlatego, że kocham muszę reagować, nawet gdyby oznaczało to dla mnie potencjalnie przykre konsekwencje.

Gdy podobne sytuacje, jak ta na komisariacie zaczną wzbudzać oburzenie, albo jeżeli nastąpi powszechny brak akceptacji dla stosowania tortur względem kogokolwiek, także więźniów, to mam nadzieję, że podobne przypadki, o ile nie zostaną wyeliminowane, to będę należały do rzadkości.

Pamiętajmy więc: „Nikomu nic winni nie bądźcie prócz miłości wzajemnej; kto bowiem miłuje bliźniego, prawo wypełnił. Przykazania bowiem: Nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie pożądaj i wszelkie inne w tym słowie się streszczają: Miłuj bliźniego swego jak siebie samego. Miłość bliźniemu złego nie wyrządza; wypełnieniem więc prawa jest miłość.”

Ps.
W tym roku Rzecznik Praw Obywatelskich zainicjował kampanię społeczną pod hasłem „Państwo bez tortur”.

Szczegóły dostępne Państwo bez tortur

Kampania jest efektem 10 lat doświadczenia zdobytego przez Krajowy Mechanizm Prewencji Tortur (KMPT). Pokazuje ona czym są tortury i kto może stać się ich ofiarą. Uzmysławia, jak bardzo aktualny jest to problem. Mechanizm ten powołany został w wyniku ratyfikowania przez Polskę w 2005 r. protokołu fakultatywnego do Konwencji ONZ w sprawie zakazu stosowania tortur i innego okrutnego oraz nieludzkiego lub poniżającego traktowania albo karania. Celem KMPT jest podejmowanie działań zmierzających do eliminowania ryzyka zaistnienia tortur lub nieludzkiego albo poniżającego działania.

komentarze

  1. Tad

    Apostoł Paweł adresował swoje zalecenia do małej garstki “wybranych” w oczekiwaniu na rychły powrót Jesusa. Był zelotą żyjącym w poczuciu rychłego końca. Posłuszeństwo jego naukom wkrótce skończyło sie meczeństwem, a gdy chrześcijaństwo stało się religią państwową, słowa “nikomu nic winni nie bądżcie prócz wzajemnej miłości” stały sie dokładnym zaprzeczeniem praktyki. Nie sadzę, by Luter nie brał sobie do serca tych słów, jednak Reformacja przyniosla w efekcie taką kumulacje wojen, że zgineło w nich w odsetku do żyjących więcej ludzi niż w tzw. I-ej i II-giej wojnach swiatowych (w czasie wojen religijnych wyginęła połowa samych Niemców). Niektórzy historycy twiedzą, że wojny religijne, które dotarły nawet do Afryki i Ameryki Południowej, były “pierwszą wojną światową”. Słowa “nikomu nic winni nie bądżcie” wzięli sobie naprawdę do serca mennonici i hutterianie. Byli jednak gruntownie prześladowani przez kościoły katolicki i protestanckie. Dopiero dziś upada mit o nich jako wichrzycielach, buntownikach etc. Nieco z ich ducha można dziś znależć w amiszach, jednak w dość zdziwaczałej formie . Trzeba uczciwie powiedzieć, że słowa cytowane przez Ks. Biskupa aboslutnie nie nadaja się do praktyki prowadzenia państwa. Gdyby jakikolwiek kraj chciał je stosować, bardzo szybko podzieliłby los mennonitów i podobnych. Słowa te albo można pielęgnować w duchu kwietyzmu (izolacji od “normalnego” życia), albo zachować jako marzenie na lepszy świat, który ma nadejść (jak to Bunyan pięknie przedstawił w “Wędrówce Pielgrzyma”, po której odbiorze można sądzić, jak bardzo ludzie pragną, by tak było)(najliczniej po Biblii wydawana i tłumaczona książka). Niezdolność świata do “wykonania” słów o miłości potwierdza diagnoza Jezusa “cały świat tkwi w złym” i wizja Piotra spalenia go w ogniu, jak i Apokalipsa. Stąd, wydaje się, że jedyny realny wpływ mogą one mieć na stosunki garstki gotowej na powtórne przyjście Jezusa. Tylko czy znajdą się tacy?… Rozumiem, że pracownicy kościoła pragną utrzymać sią na powierzchni kultury takiej, jaką ona jest, wchodząc z nią w układ. Nie posiadają przecież zawodu, który pozwoliłby im utrzymać się samodzielnie przy życiu (jak np. amiszom, którzy tak specjalizują się np. w stolarstwie czy wekowaniu owoców, że na ich produkty jest spory popyt). To nie brzmi jak oskarżenie, ponieważ w młodym wieku, wybierając taki a nie inny zawód ma sie bardzo nikłą wiedzę o świecie. Decyduja przypadki. Nawet poczucie powołania w młodości ma inny odcień niż póżniej. Słusznie uważa Schopenhauer, że dopiero przy 70-tce człowiek wie coś o życiu, jesli nie – by użyc słów Bunyana- po przejsciu przez rzekę, nad którą nie ma mostu. Życie nie honoruje samych tylko dobrych intencji i ładnych słów. O miłości bliżnich mówią właściwie wszyscy (nawet teoretycy walki o byt). Te słowa sa dość wyświechtane i zdewaluowane przez cywilizację, nie wyłączając jej religijnej nadbudowy, w której de facto obowiazują dwie moralności – panów i niewolników. Ale to przy innej okazji. Łącze pozdrowienia i życzenia zdrowia (jako że zdrowy żebrak jest szczęśliwszy niż chory król) T.Ł.

dodaj komentarz