Chodzi o szacunek

Gdy byłem kilkuletnim chłopcem myślałem, że wszyscy ludzie mają podobne poglądy oraz cele i tak naprawdę niewiele się od siebie różnią. W miarę dorastania odkrywałem, że świat jednak jest bardziej zróżnicowany niż wydawało się to siedmiolatkowi. Gdy miałem kilkanaście lat byłem przekonany, że należy zrobić wszystko, aby ten podzielony, zróżnicowany świat ujednolicić.

Teraz wiem, że różnice poglądów są czymś naturalnym i w pewien sposób wielkim bogactwem. Wiem też, choć potrafię bronić własnych przekonań i jestem do nich przywiązany, że poglądy innych mogą być zupełnie inne od moich, co nie oznacza, że są gorsze lub lepsze.

Sedno polega na tym, aby umieć szanować drugiego człowieka mimo tego, że ma odrębne poglądy czy odmienną wizję świata.

Szacunek wyraża się na wiele sposobów. Po pierwsze w tym, że chcemy poznać przekonania drugiego człowieka. Często popełniamy błąd polegający na tym, że z góry szufladkujemy rozmówcę przypisując mu określone poglądy. Chociaż możemy podzielić świat na grupy ludzi o podobnych przekonaniach (podziały mogą przebiegać w dowolnie wielu sferach i przestrzeniach oraz przebiegać ponad popularnymi etykietkami – np. liberałów, konserwatystów, prawicę czy lewicę), to nie oznacza, że wszyscy z danej grupy mają jednakowe poglądy w każdej sprawie.

Szacunek polega na słuchaniu. Zresztą słuchanie jest podstawą rozmowy, która jest dialogiem, a nie tylko wypowiadanymi po sobie monologami.

Myślę, że często nie chodzi nam nawet o przekonania czy światopogląd jak o poczucie godności. Gdy nasz adwersarz ma poczucie, że nie jest szanowany, ale jest lekceważony, to bardzo mocno usztywnia się na swoich pozycjach. Jednocześnie dochodzi do sporu już nie na poziomie argumentów merytorycznych, lecz do sporu na poziomie emocji. Przestajemy się wzajemnie słuchać, a zaczynamy odczuwać.

Zranienia, poczucie zlekceważenia powoduje chęć odpowiedzenia tym samym, czyli zadania bólu, rany, obrażenia przeciwnika itd. Przestajemy myśleć o przedmiocie sporu jako o zadaniu, które należy rozwiązać poszukując konsensusu, ale jak o wojnie, w której za wszelką cenę należy pokonać przeciwnika. O łasce można pomyśleć już po kapitulacji wroga.

Kapitulacja, przegrana zawsze wiąże się z naruszeniem poczucia godności pokonanego.

Obserwując wydarzenia w polskim parlamencie nie zauważam już chęci przeprowadzenia rozsądnej reformy czegokolwiek. Dostrzegam raczej z jednej strony poszukiwanie sposobów jak wygrać wojnę z większością rządzącą, a  z drugiej jak pokonać opozycję. Przestano rozmawiać o meritum wniosku, a zaczęto stosować metody zniszczenia oponentów. Padają coraz mocniejsze słowa i sięga się po coraz cięższe narzędzia walki.

Kto zwycięży? Nikt!

Nawet jak formalnie zostaną wprowadzone jakieś zapisy to podział w społeczeństwie pozostanie. Dlatego opozycja zapowiada rozliczenie się z obecną władzą po ewentualnie wygranych wyborach. Trwa wojna polsko-polska.

I to, co udało się nam osiągnąć w 1989 r., a więc dokonać zmiany ustroju bez użycia siły i znaleźć miejsce w wolnej Polsce dla wszystkich, tych z PZPR-u, tych z Solidarności i tych niezaangażowanych w spór, zostanie zaprzepaszczone.

Czy jest jakaś droga wyjścia z tej trudnej sytuacji? Myślę, że jedyną możliwością jest powrót na drogę rozmowy. Wszelkie siłowe rozwiązania nie przyniosą efektu. I żeby nie było wątpliwości uważam, że po siłowe rozwiązania sięgają obie strony konfliktu.

Jednak fundamentalne znaczenie ma umiejętność oddzielenia przekonań od człowieka, który je posiada. Mogę do głębi nie zgadzać się z wizją świata mojego adwersarza, ale mogę, więcej, powinienem go szanować.

Godność człowieka wynika z tego, że jest on stworzeniem Bożym. Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo. Warto sobie to przypominać, że Chrystus umarł za wszystkich, wszyscy jesteśmy grzesznymi i wszyscy potrzebujemy Jego łaski. Nasza godność ma fundament w Bożej miłości, a ta dotyczy wszystkich, nie tylko myślących i wierzących podobnie do mnie.

Czy jest jeszcze możliwa rozmowa pomiędzy zwaśnionymi stronami? Z pewnością nie będzie to łatwe. W takich wypadkach potrzebny jest mediator.

Pytanie, kto nim może być? Naturalnym wydaje się Prezydent.  W latach komunizmu wielką rolę odegrał Kościół rzymskokatolicki. Myślę, że i dziś cieszy się dużym autorytetem u zdecydowanej większości polityków i mógłby taką rolę pełnić.

Kryzys jest podobno szansą na osiągnięcie lepszego rozwiązania. Modlę się, aby doszło do ochłodzenia rozgrzanej do białości atmosfery i aby doszło do dialogu, w którym będzie można wypracować bardzo dobre rozwiązania zaakceptowane przez wszystkich.

Ważnym jest, abyśmy się wzajemnie szanowali i pamiętali, że wszyscy mają swoją godność, której nie należy naruszać.

komentarze

  1. Tad

    To dwie różne rzeczy – zawodowo robić politykę, a rozmawiać o niej i ją komentować. Jeżeli to takie łatwe, proszę założyć partię, wygrać wybory, zapłacić cenę życia, poddać się stressowi rządzenia itd. W porównaniu z polityką filozofia, moralizatorstwo i dobre rady są bardzo łatwe – i wygodne. Kościoły raz po raz schodzą na politykę, by utrzymać się na powierzchni życia społecznego. Problem, czy nie odchodzą od własnego powołania. Nawet gdy duchowny odsyła do portalu politycznego, nie może się powstrzymać od politykowania…

  2. AZ

    Obawiam się że jedynym arbitrem i instytucją mająca wpływ na unormawanie sytuacji byłyby bezstronne merytoryczne media państwowe. To one kształtują poglądy 90% dzisiejszego społeczeństwa, bo są najbardziej powszechne. Problem polega na tym że ten potencjał dostrzegł PIS na samym początku i zapobiegł niewygodnym „przypadkom” na wizji, tudzież foni. Niezależności mediów publicznych powinna strzec ustawa, bo to nie powinna być podusia wyrywana sobie przez liderów partyjnych, dla osiągnięcia osobistych zysków. Dziś informacja kontroluje świat. Mało który wyborca chodzi na spotkania z partiami, wiece, ect…. ot proza życia. Trudno zmusic do przekazywania niezależnych informacji całej masy prywatnych internetowych portali informacyjnych, i prywatnych stacji TV lub rozgłośni te zostawmy fighterom. A tak realnie to niestety kościoły powinny utworzyc front „szacunku” bo to szczególnie wierni KK są najbardziej pokrzywdzeni/ zmanipulowani nie tyle nauką Chrystusa lecz jego sług i mało który wierny analizuje samodzielnie tego co mu kładą do głowy co niedziela.

  3. AZ

    Chapeau bas księże biskupie!!! Choć jestem z tej „innej frakcji” kościoła w 100% to samo mnie gryzie. Mam nadzieję że nie zgrzesze „kradnąc” to celne podsumowanie ostatnich lat na FB. Mam nadzieje że moi znajomi nie narobią tu w komentarzach kolokwialnego „bydła”

  4. Grzegorz

    Księże Biskupie…Niestety, ale wypowiadając się na temat sporu między Polakami, a jednocześnie opowiadając się poniekąd za protestującymi,zezwolił Biskup na rozpoczęcie dyskusji politycznej na tym blogu. Trudno jest szanować człowieka o diametralnie innych poglądach, a w przypadku wojny w rodzinach ten tekst przyczynił się tylko do pogorszenia relacji. Biorąc pod uwagę fakt, że tekst został zacytowany w mediach, spotkałem się już ze stwierdzeniem, że protestanci są za utrzymaniem starego układu, są za PO i KOD….albo: jesteś protestantem i jesteś za Rydzykiem i moherami? O to chodziło? Katolikom nie wytłumaczy się, czym jest Synod, który może ogłaszać oficjalne stanowisko Kościoła. Poza tym w naszym Kościele są i zwolennicy reform, do których należę między innymi ja, oraz ich przeciwnicy. Nie dzielmy się niepotrzebnie, tylko w imię wolności, o której były dzisiejsze czytania, chciejmy koniecznych zmian, by rzeczywiście nasza Ojczyzna, za którą jesteśmy odpowiedzialni, była miejscem dla każdego i by każdy mógł być traktowany tak samo.

  5. SantaDictator

    (Mat. 7:3–5): A czemu widzisz źdźbło w oku brata swego, a belki w oku swoim nie dostrzegasz? Albo jak powiesz bratu swemu: Pozwól, że wyjmę źdźbło z oka twego, a oto belka jest w oku twoim? Obłudniku, wyjmij najpierw belkę z oka swego, a wtedy przejrzysz, aby wyjąć źdźbło z oka brata swego…

  6. Ja

    Jako rzymski katolik podziwiam i zazdroszczę takiego biskupa….

  7. Renata Manikowska

    „Obserwując wydarzenia w polskim parlamencie nie zauważam już chęci przeprowadzenia rozsądnej reformy czegokolwiek. Dostrzegam raczej z jednej strony poszukiwanie sposobów jak wygrać wojnę z większością rządzącą, a z drugiej jak pokonać opozycję. Przestano rozmawiać o meritum wniosku, a zaczęto stosować metody zniszczenia oponentów. Padają coraz mocniejsze słowa i sięga się po coraz cięższe narzędzia walki.”

    Pod powyższym podpisuję się wszystkimi kończynami. Tak jest rzeczywiście. To przenosi się na szeroko rozumianą ulicę. Ja również doświadczam epitetów rzucanych pod moim adresem; wypominania mojej niechlubnej przeszłości, itd.
    Zarazem czytam komentarze o tym, że trzeba będzie powiesić „kaczora”, „maliniaka” i jeszcze kilku „pisiorów”. Słyszę wypowiedzi przywódców totalnej opozycji, że gdy tylko uda im się odsunąć PiS od władzy, to natychmiast wsadzą do więzienia przywódców partii i co najmniej kilkudziesięciu posłów. Zarazem ta opozycja, oprócz „deklaracji zniszczenia PiS”, nie ma Polakom nic do zaoferowania.

    ***

    „I to, co udało się nam osiągnąć w 1989 r., a więc dokonać zmiany ustroju bez użycia siły i znaleźć miejsce w wolnej Polsce dla wszystkich, tych z PZPR-u, tych z Solidarności i tych niezaangażowanych w spór, zostanie zaprzepaszczone.”

    Powyższe uważam jednak za największy błąd, który odbija nam się czkawką po dzień dzisiejszy. Należało problem rozwiązać tak, jak to zrobiły Niemcy po zjednoczeniu; niestety już na początku ton nadawała postkomuna i ci, którzy jej się zaprzedali.

    ***

    „Czy jest jakaś droga wyjścia z tej trudnej sytuacji? Myślę, że jedyną możliwością jest powrót na drogę rozmowy.”

    Są dwa sposoby na wyjście z tej trudnej sytuacji: cudowny i naturalny.
    Naturalny byłby wówczas, gdyby Bóg zaingerował i doprowadził do pojednania.
    Cudowny będzie wtedy, gdy Polacy sobie sami z tym poradzą.

    Ja nie wierzę, aby zasypanie podziałów było możliwe. Zbyt żywa jest we mnie pamięć tego, jak po krótkiej chwili narodowego pojednania, zostały zaatakowane osoby modlące się na Krakowskim Przedmieściu, politycy PiS-u i ich sympatycy. Już wtedy poszło na przysłowiowe noże.

    ***

    „Godność człowieka wynika z tego, że jest on stworzeniem Bożym. Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo. Warto sobie to przypominać, że Chrystus umarł za wszystkich, wszyscy jesteśmy grzesznymi i wszyscy potrzebujemy Jego łaski. Nasza godność ma fundament w Bożej miłości, a ta dotyczy wszystkich, nie tylko myślących i wierzących podobnie do mnie.”

    PEŁNA ZGODA.

    ***

    „W takich wypadkach potrzebny jest mediator.

    Pytanie, kto nim może być? Naturalnym wydaje się Prezydent. W latach komunizmu wielką rolę odegrał Kościół rzymskokatolicki. Myślę, że i dziś cieszy się dużym autorytetem u zdecydowanej większości polityków i mógłby taką rolę pełnić.”

    Ja nie widzę na to szans.
    Dla opozycji prezydent jest „kukiełką, długopisem, maliniakiem”, itp.
    Stojący po stronie barykady przeciwnej pisowi nie zachcą go posłuchać.
    Hierarchia Kk? Jest traktowana z głęboką pogardą przez ludzi dystansujących się od Kościoła. Proszę sobie poczytać wypowiedzi Joanny Senyszyn lub Jana Hartmana. Jest bardzo prawdopodobne, że wystarczy tylko iskra, aby motłoch ruszył palić kościoły i mordować księży.
    Natomiast większość katolików przyjmuje z nauczania duchownych tylko to, co im pasuje – wezwania do pojednania z oponentami nie posłuchają.

    ***

    „Kryzys jest podobno szansą na osiągnięcie lepszego rozwiązania. Modlę się, aby doszło do ochłodzenia rozgrzanej do białości atmosfery i aby doszło do dialogu, w którym będzie można wypracować bardzo dobre rozwiązania zaakceptowane przez wszystkich.”

    Nam, osobom wierzącym, już chyba nic poza modlitwą nie pozostało.

    ***

    „Ważnym jest, abyśmy się wzajemnie szanowali i pamiętali, że wszyscy mają swoją godność, której nie należy naruszać.”

    To jest bardzo trudne, wymaga wręcz heroizmu wiary – niestety 🙁

  8. wychowana jako katoliczka

    @Robert Szmigielski – Pan widzę, hołduje metodzie „wklejanek”, z tą różnicą, że nieco ładniejszym językiem, niż ma to miejsce na innych forach. Weźmy zatem jeden przykład – owe „ubeckie” emerytury. Czy uważa Pan, że prokurator Piotrowicz nie należy do tego grona „ubeków”? Czy uważa Pan, że prokuratora Piotrowicza można i trzeba porównać z na przykład oficerem GROMu, który przepracował w (umownie) „czasach PRLu” MIESIĄC, a całą służbę poświęcił nowej Polsce? Czy uważa Pan za sprawiedliwe, że ten oficer stracił emeryturę w myśl aktualnych przepisów a prokurator Piotrowicz jej NIE STRACI?

    A w kontekście Wypowiedzi Księdza Biskupa – czy uważa Pan narrację „komuniści i złodzieje” adresowaną do ludzi w wieku 20-30 lat za właściwą? I jeśli tak, to dlaczego?

    • biskupkosciola

      Szanowni Państwo,
      dziękuję za prowadzoną polemikę, jednak nie chciałbym aby blog, który prowadzę stał się miejscem dyskusji pomiędzy stronami sporu politycznego. Myślę, że mamy do czynienia z różnicą ideologiczną. Szanuję poglądy zarówno Pana Szmigielskiego, co nie oznacza, że się z nimi zgadzam. Szanuję również Pani poglądy.
      Zwracam się jednak z prośbą o przeniesienie dyskusji na jakieś inne forum (z Pani wpisu wnioskuję, że ono gdzieś istnieje.)
      Z życzeniem Bożego pokoju
      Jerzy Samiec

  9. Grzegorz

    Jeśli Boga w sercu nie ma, to szatan robi swoje dzieła.
    Księże Biskupie Naszego Kościoła – dziękuję za mądre słowa.
    Pozdrawiam

  10. qki

    dziękuje za te słowa

  11. Robert Szmigielski

    Cały ból Księdza Biskupa polega na stwierdzeniu że w zasadzie ruinie ulega ta pseudokomunistyczna idyla gdzie po 1989 roku – jak to zgrabnie Ksiądz Biskup napisał- udało znaleźć się miejsce zarowno tym z PZPR i Solodarnosci. Mówiąc wprost cały ból Księdza Biskupa polega na tym że na naszych oczach upada postkomunistyczno- liberalna narracja i układzik między komunistycznymi zdrajcami i jednocześnie pacholkami Moskwy a liberalami z Solidarnosci którzy mieli realny dominujący wpływ na życie spoleczne i gospodarcze po odzyskaniu niepodległości w 1989 roku. Ten stan rzeczy zarówno w sferze symbolicznej (usuniecie sowieckich i komunistych pomnikow) oraz formalnie przez dekomunizacje Armii, Policji, obniżkę ubeckich emerytur i wreszcie wydobycie z kwater L i miejsc stracen żołnierzy AK i NSZ walczących z sowieckim okupantem po 1944 roku a zamordowanych przez tych z PZPR. III RP to miało być swoistego rodzaju połączenie liberalnej narracji z komunistyczną historią gdzie w 1945 roku zostaliśmy „wyzwoleni” a Adam Michnik walczył po 1968 roku o demokrację którą komunisci uznali w 1989 roku. Teraz to się kończy. Ale proszę się nie martwić Książe Biskupie. W Kościele ten ukladzik nadal obowiazuje.

dodaj komentarz