W obronie poprawności politycznej

Coraz częściej słychać postulaty, aby odrzucić tzw. „poprawność polityczną”. Według niektórych środowisk stała się ona nową formy cenzury wypowiedzi czy wręcz zuboża język, eliminując pojęcia uważane za obraźliwie. Zwolennicy odrzucenia „poprawności” twierdzą, że w imieniu wolności mają prawo do wyrażania poglądów i do posługiwania się takimi określeniami, jakie uważają za stosowne, a jednocześnie dostatecznie silne. Czasami za słowami idą również czyny.

Pewnym paradoksem jest, że zwolennicy „poprawności politycznej” robią to również w obronie wolności.

Skąd bierze się tak ostre napięcie? Dlatego, że „poprawność polityczna” w lwiej części dotyczy różnych mniejszości np. etnicznych, narodowych, religijnych czy seksualnych, czyli dotyka spraw niezwykle delikatnych, a jednocześnie w dużej mierze definiujących tożsamość osoby należącej do wymienionej grupy. Na całość nakłada się różne pojmowanie wolności. Mniejszość zawsze będzie walczyła o równe prawa, a większość często, nawet podświadomie, narzucała swoją dominującą pozycję.

Dla wszystkich myślących jest oczywiste, że nie istnieje wolność absolutna. Zawsze będą pojawiały się ograniczenia, choćby dlatego, że moja wolność może ograniczać wolność kogoś innego.

Aby przerysować tę prawdę podam drastyczny przykład. Naziści niemieccy w latach 30. XX wieku przyznając sobie prawo wolności do poszerzenia przestrzeni życiowej podjęli decyzję o unicestwieniu milionów ludzi. Prawa Żydów, Romów czy państw sąsiednich nie istniały.

Czym więc jest poprawność polityczna?

To nic innego jak zdefiniowanie pewnych pojęć, określeń, których nie chcemy wypowiadać czy zachowań, z których będziemy świadomie rezygnowali, aby nie naruszać wolności innych, zwłaszcza słabszych. Poprawność polityczna to także ostry zakaz pogardliwych zachowań wobec innych np.: mobbingu, molestowania seksualnego, przemocy domowej, stalkingu i innych form nękania.

Poprawność polityczna to nasze wewnętrzne hamulce, a przecież język kształtuje nasze postawy.

Słowa mają niezwykłą moc. Odnoszę wrażenie, że wielu polityków, dziennikarzy, duchownych o tej prawdzie zapomina. Agresja obecna w publicznych dyskusjach czy wypowiedziach może wśród odbiorców przekształcać się w nienawiść i odwrotnie, okazywany szacunek osobie lub środowiskom, z których poglądami się nie zgadzam, które wyznają odmienne, obce mi wartości, może budować postawy szanujące wszystkich ludzi. Słowa wpływają również na świadome budowanie własnej tożsamości słuchaczy. Tożsamości, która nie potrzebuje wroga w postaci inaczej myślących, ale która okazuje siłę opierającą się na swych wartościach.

Odrzucenie kanonów „poprawności politycznej” prowadzi do zachowań, które mogą przynieść nieprzewidziane i niechciane skutki.

Czyż „poprawnością polityczną” nie jest nakaz miłości, jaki znajdujemy na kartach Nowego Testamentu? Pan Jezus dał bardzo prostą zasadę: „Wszystko, cobyście chcieli, aby wam ludzie czynili, to i wy im czyńcie, taki jest bowiem zakon i prorocy.” (Mt. 7, 12) Kochanie bliźniego czy nawet miłość do nieprzyjaciół są nakazem przyjmowania pewnej postawy.

Jako przedstawiciel Kościoła mniejszości, wspólnoty, która niekiedy sama odczuwa skutki nieodpowiedzialnych zachowań czy wypowiedzi, przestrzegam przed zaostrzaniem sporów.

Przywódcy, niezależnie czy religijni, czy polityczni nie mogą swoimi wypowiedziami dzielić, wykluczać, poniżać innych. To bardzo ważne, aby umieć szanować i nie pozbawiać innych godności.

Możemy się ze sobą spierać, mieć skrajnie różne poglądy, przekonania, wyznawać różne wartości, ale nikt nie ma prawa do pogardzania drugim człowiekiem.

Każdy człowiek niezależnie od jego statusu, niezależnie od tego czy jest bogaty, biedny, wykształcony czy nie, niezależnie od rasy, orientacji seksualnej czy wyznawanej religii ma prawo do godności i nikt nie ma prawa go tej godności pozbawiać.

Poprawność polityczna jest pewnym mechanizmem, który uczy mnie takiej postawy, lub zwraca uwagę mi uwagę jakie zachowania są niepożądane. Dlatego staję w obronie poprawności politycznej w imię miłości Chrystusa.

ps.
Temat poprawności politycznej poruszyłem podczas wystąpienia na spotkaniu noworocznym Polskiej Rady Ekumenicznej

komentarze

  1. Tad

    Ciekawe czemu ten blog służy? Biskup funkcjonuje w swoistym towarzystwie wzajemnej adoracji, to jest otoczeniu daleko odbiegającym od typowego dla ludzi konkretną pracą zarabiających na życie, nie korzystających z osłony powszechnych potrzeb duchowych, jaka kreuje stan duchowny. W pewnym sensie jest człowiekiem nowej epoki – ery robotów. Pracują na niego roboty- parafie, roboty-urzędnicy i robotnicy, zajęte od 8-ej do popołudnia albo późnego wieczoru, eksploatowane w rozmaitych formach służebności na rzecz rządzących itd. Człowiek, który nie uczestniczy w mozole pracy na chleb, a głównie w odświętnych formach kontaktów – seminariach, uroczystościach, podróżujący w podobnych celach po kraju i zagranicy, specyficznie ubrany, zadbany, dobrze odżywiony, nie normowany w czasie pracy, doświadczający ze strony innych uniżoności (choć często równie okazjonalnej jak same uroczystości i ceremonie) niechybnie uważa się za lepszego od innych – w terminologii religijnej, szczególnie obdarzonego mądrością Bożą i na znak uprzywilejowania nie jedzącego chleba „w pocie oblicza”. Toteż odnosi się do jakichkolwiek uwag (a jest ich sporo w tekście na temat „poprawności politycznej”) z wyższością typową dla ludzi, którzy sprawiają wrażenie, że traktują innych jako równych sobie, z trudną jednak do ukrycia manierą dostosowywania się do niższego poziomu (po angielsku: „condescending”). Brzmi w tym też nuta rozbrajającej opozycję taktyki – „niech się wygadają”. Patrzcie, ustanowiony sługa kościoła pozwala siebie krytykować – a nawet, jak w wypadku „poprawności politycznej”, zarzucić sobie rozbrat z ewangelicznym fundamentem wspólnej wiary. Można nie bez racji sądzić, że zadaniem tego blogu jest pewna gra natury politycznej czy obyczajowej, tworzenie demokratycznej aury, liberalnej komitywy, a nie prawda w obronie której wyznawcy ofiarowali życie i – jak pisze Ap. Paweł – „byli kamienowani, paleni, przerzynani piłą, zabijani, …. ci, których świat nie był godny, tułali się po pustyniach i górach, po jaskiniach i rozpadlinach ziemi”. Być może jedynym pożytkiem z tego blogu jest uświadomienie sobie jak daleko kościół odszedł od swojego fundamentu, niezależnie od denominacji, i jak 500 lecie reformacji jest zaledwie okazją do uroczystego la belle vie.

  2. Ktosiu

    Faryzeusze tak sprytnie sterowali Piłatem, że w imię poprawności politycznej skazał na śmierć niewinnego, a wypuścił winnego. W tym przypadku mamy tez do czynienia z tzw. psychologią tłumu. Najpierw ten tłum wołał Hosanna Synowi Dawidowemu ( i to był prawdziwy odruch tego tłumu na widok znaków Jezusa), by już po kilku dniach krzyczeć „ukrzyżuj”. Tłum poddał się poprawności politycznej faryzeuszów. Zmanipulowali w ten sposób i Piłata, i tłum. Poprawność polityczna kazała im również rozsiewać plotki, że uczniowie wykradli ciało Chrystusa z grobu. To nie poprawność polityczna, ale „prawda nas wyzwoli”.

  3. Tad

    Według mnie biskup się pogubił. Sili się na liberalnego polityka. Dlaczego nie działa w partii politycznej? W innych wypowiedziach również nie przysparza chluby Reformacji. Chyba że po prostu tak sobie pisze…

  4. Grzegorz Wacławik

    Jeszcze jedno, krótkie słowo do czytelników bloga. Zwróćcie proszę uwagę na „pełen miłości i szacunku do innych” komentarz popierającego poprawność polityczną Rolanda i opartą o Słowo Boże postawę Jarka, którego negatywny stosunek do poprawności politycznej jest wyraźny. I osądźcie proszę kto ma rację!

  5. Roland

    Bardzo dziękuję za ciekawy i mądry tekst. Niestety, niektóre komentarze pod nim śwadczą, ze polityczna poprawnosc nie jest u nas mile widziana. Szacunek do człowieka bez względu na jego narodowość, wyznanie, orientację seksualną wymaga w naszych czasach odwagi, na ktorą wielu nie stać. Głupota, ten płód zaćmienia, idiotyzmu i szaleństwa ciągle tanieje. Niestety są ludzie siejący głupotę/nienawiść ochoczo powołując się przy tym na Pismo. Nihil novi.

  6. Jarek

    Tak sobie myślę o tej „poprawności politycznej ” dziś, o której pisze ks. Biskup i szczerze mówiąc nie zdawałem sobie sprawy z tego, że to zagadnienie może być tak istotne w funkcjonowaniu człowieka współczesnego w ogóle. A okazuje się, że tak. Może i jest istotne! Widać to wyraźnie po komentarzach popierających myśl Biskupa na blogu, ale poniekąd również wiemy o przeciwnikach tejże postawy poprawności. Gdyby tak nie było, to zapewne ks. Biskup, jak to mówią, ręki by nie trudził.
    I co ja mam myśleć o czymś, o czym nigdy nie myślałem?
    No właśnie. Często jak nie wiem co myśleć na jakiś temat to zaglądam do Biblii, to taki ratunek dla moich myśli. W słowie zawsze jakieś rozwiązanie, czy też wyjaśnienie się znajdzie. Zajrzałem do Ewangelii i po lekturze doszedłem do takiego oto wniosku: wydawać się może, że w czasie fizycznego przebywania Jezusa na ziemi, poszczególni ludzie jak i cały Naród Izraela, będący w okowach Rzymskiej niewoli, mimo wszystko funkcjonował dobrze i poprawnie politycznie. Nawet można stwierdzić, że ta poprawność była ”pozytywnie zaraźliwa” i udzieliła się okupantowi, który co prawda był najeźdźcą, ale w imię poprawności – świątyni i kapłanów się nie tykał!
    O tym świadczą, m. in:
    – przestrzegano ustalonego sabatu,
    – zgodnie z Prawem wybaczano bliźniemu do siedmiu razy,
    – bluźnierstwa i cudzołóstwo karano śmiercią,
    – by ułatwić życie pielgrzymom, arcykapłani zorganizowali handel świątynny,
    – w imię poprawności politycznej Piłat wydaje Żydom, Jezusa na śmierć , itd. Itd.

    A jak w tym poukładanym świecie zachowuje się Jezus.
    -zrywa kłosy i uzdrawia w sabat,
    – każe przebaczać bliźniemu do 70 razy (zawsze)
    – uwalnia skazanych zgodnie z Prawem na śmierć (np. cudzołożnica)
    -rozbija handel i wyrzuca kupców ze świątyni, itd., itd.
    Nasuwają mi się następujące pytania. Czyżby więc Jezus odrzucał zasady poprawności politycznej? Jeżeli tak , to dlaczego?
    A może w życiu naszym codziennym , chodzi o coś zupełnie innego?!
    A może w życiu chrześcijanina, chodzi o wierność i posłuszeństwo Bogu? O te dwie cechy których brakowało Izraelowi, brakuje nam współczesnym, brakuje mi samemu. One jednak każą mi odrzucać te miejsca i te środowiska, które Bogu się nie podobają! (a to jest przecież bardzo niepoprawne). Co więc zrobić? Jak się zachować? Przyznacie, że takie pytania mogą rodzić się w ludzkich głowach.
    Rozumiem, że próba bycia poprawnym politycznie, może być taką próbą wyjścia człowieka z miłością do drugiego człowieka. I to może być nawet bardzo miłe, ale chyba niestety nic więcej. Bo Boża wersja miłości nie odnosi się do dobrych relacji między ludźmi, ale do ”żywych” postaw między nimi. Nie ma ona nic wspólnego z liberalnym myśleniem i tolerancją czy też akceptacją niebiblijnych postaw w imię jakiejś humanistycznej jedności, chociażby nawet to było tworzenie np. ogólnoświatowego pokoju (mamy przecież w tej dziedzinie kilka tysięcy lat bezskutecznych doświadczeń). W Bożej wersji miłości, budowaniem dobrych relacji zajmuje się Duch Św., gdyż relacje tworzą się w oparciu o uczynki wynikające z nauki Słowa Bożego i prowadzenie Ducha Św. Wydaje mi się, że człowiek nie musi już wyważać otwartych przecież drzwi, ani wymyślać żadnych cudownych metod koncentrujących się na wzajemnym przytakiwaniu sobie we wszystkim poprzez pochlebstwa, wzajemną motywacje, wmawianie sobie tzw. pozytywnego myślenia i wszechobecną akceptacje…. nieakceptowalnego.
    Ks. Biskup pisze też o przywódcach. Jezus też był przywódcą (Ew. Łukasza często używa takiego i podobnego zwrotu: „(…)a cały lud poszedł za nim”, przywódcą który nie wykluczał, nie poniżał, nie pozbawiał godności, lecz szanował każdego człowieka- to bardzo dobra wiadomość dla nas wszystkich. Lecz, no właśnie jest pewne „lecz”… Jezus mówi o sobie, że nie przyszedł nieść Ziemi pokój, lecz rozdwojenie. (łk13.51-53;Mat10.34-36). Z Jego powodu świat się podzielił i w tym podziale dotrwa do swego końca. Myślę, że o to Bogu chodziło, by w świecie nijakości, typu jestem za a nawet przeciw, nastąpiła polaryzacja poglądów. Byśmy, my sami mogli zdać sobie sprawę czy jesteśmy fanami czy naśladowcami Jezusa i by to odkrycie stało się naszą motywacją.
    Co zatem zrobić? Jaką przyjąć postawę?
    Jezus mówi do tych, którzy chcą iść za nim, ”bądźcie naśladowcami moimi”!!! O, czyżby TAKA prosta i ponadczasowa była odpowiedź na pytania, które sobie stawiam!
    A czy nawet wtedy mam być naśladowcą gdy okaże się, że w jakiejś sytuacji nie jest to poprawnie politycznie?? Cóż , na to już każdy z nas musi sobie sam odpowiedzieć.

    Z wielkim poważaniem,
    dziękuje Ks. Biskupowi za inspirację do myślenia,
    pozdrawiam też Wszystkich użytkowników bloga.
    Zostańcie z Bożym Błogosławieństwem.

  7. Dariusz Handzel

    Uwaga do niektórych komentatorów: nasz Biskup nie promuje lewackiej poprawności politycznej, o czym świadczą jego wcześniejsze wypowiedzi dla mediów oraz wpisy na blogu, np. w sprawie aborcji czy tożsamości narodowej. Dla wspólnego dobra Polski i Polaków konieczne jest obniżenie temperatury sporów w życiu publicznym. Skoro hierarchowie Kościoła Rzymskokatolickiego często są stronnikami politycznymi, zasadne jest zabranie głosu przez biskupów Kościołów mniejszościowych.

  8. Stary Niedźwiedź

    Szanowny Księże Biskupie
    Ewangelista powiedział ;”Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi”. Ludzie stosujący się do tej nauki trafiają w krajach rządzonych przez polityczną poprawność do więzień. Przykro mi ale wybieram „sola Scriptura” a nie „political correstness only”. Bo w porównaniu ze św. Mateuszem komunista Antonio Gramsci i jego epigoni to mniej niż zero.

  9. Bogusia

    Bardzo mądry tekst, niezwykle trafny w obecnej rzeczywistości naszego kraju i nie mówi o stanie Kościoła Ewangelickiego. Jestem osobą dojrzałą i (jeszcze) wyznania rzymskokatolickiego formalnie, a dzięki m.in. postrzeganiu właśnie tak rozumienia stosowania zasad chrześcijaństwa w życiu codziennym i m,in szacunku do drugiego człowieka – wybrałam świadomie właśnie to wyznanie (nie pochopnie). Tak człowiek jest grzeszny i ma się nawracać – najpierw zacznijmy od siebie pozbawiając się chociaż pychy. Bardzo Księdzu bp. należy podziękować za tak mądry i również ekumeniczny tekst. Dziękuję

  10. REFAEL72

    Księże Biskupie, orientacja seksualna jest jedna. Mężczyzna jest zorientowany na kobietę, kobieta jest zorientowana na mężczyznę. Reszta to obrzydliwe zboczenie.
    Proszę wrócić do tego, co mówi np. List do Rzymian.

  11. Grzegorz Wacławik

    Po raz kolejny mnie Ksiądz Biskup zadziwił!
    „Poprawność polityczna to nasze wewnętrzne hamulce (…)” i „Poprawność polityczna jest pewnym mechanizmem, który uczy mnie takiej postawy, lub zwraca uwagę mi uwagę jakie zachowania są niepożądane”. NAPRAWDĘ?
    Naprawdę aż tak tragicznie ocenia Ksiądz Biskup stan Kościoła, którego jest zwierzchnikiem? Naprawdę Ksiądz Biskup uważa, że nakazy ewangeliczne nie maja już dla nas, ewangelików – z dumą świętujących 500-lecie Reformacji – żadnego znaczenia, a jedynym, co nas może powstrzymać przed wzajemnym pozabijaniem się jest wielokrotnie ośmieszona teoria (patrz niżej, wpis Adama), stworzona przez środowiska lewicowe w XX wieku?
    Jeśli tak Ksiądz uważa, to może – kolejny raz do tego wzywam – zamiast hucznie obchodzić 500-lecie Reformacji powinniśmy ogłosić z tej okazji ogólnokościelne dni pokuty i nawrócenia?

    Nie będę więcej odnosił się do powyższego wpisu. Zapytam tylko o jedno – a co z grzechem Księże Biskupie?
    Czy w obronie poprawności politycznej, w której Ksiądz staje duchowni naszego Kościoła otrzymają wytyczne, aby nie nazywać grzechu „po imieniu”?
    Bo przecież cudzołóstwo, kradzież, kłamstwo są pojęciami całkowicie niepoprawnymi politycznie.

    Z wyrazami ogromnej troski o przyszłość naszego Kościoła
    Grzegorz Wacławik

  12. wdzięczny

    Dziękuję Pastorze za te słowa. Dziękuję

  13. maxi

    Nie wiedziałem, że chrześcijanom trzeba tłumaczyć takie oczywistości.

  14. Friedrich Heupel

    Bardzo mądry tekst. Przede wszystkim: „nikt nie ma prawa go tej godności pozbawiać.”

  15. TS

    Niestety czasem w imię opacznie lub przesadnie rozumianej poprawności politycznej dochodzi do absurdów. Tu także, jak i w każdej sprawie warto kierować się rozumem, mniej emocjami; zachować zdrowy rozsądek. Szkoda że nie wszyscy to potrafią, albo – co gorsza – nie chcą.

  16. ercole

    Te ważne ks. biskupa słowa utwierdzają mnie w przekonaniu, że przed laty dokonałem słusznego wyboru

  17. Adam

    To co szanowny ks Biskup powie na taki objaw poprawności: parlament czy rząd francuski wprowadził przepis, że nie można pokazywać wizerunków dzieci z zespołem Downa. Jako uzasadnienie podaje się argument, że to mogłoby zepsuć dobre samopoczucie rodzicom, którzy abortowali swoje dziecko podejrzane, że ma zespół Downa. Może raczy Pan to ks Biskupie usprawiedliwić.

  18. AniaSz.

    Świetny tekst. Uświadomił mi coś, z czego wcześniej nie zdawałam sobie sprawy: poprawność polityczna= szacunek do człowieka. Każdego.

  19. Łukasz

    Świetny tekst! Uświadomił mi coś, z czego wcześniej nie zdawałam sobie sprawy. Tak naprawdę poprawność polityczna= szacunek do człowieka. Każdego.

  20. Krzysiek

    Rozumie juz dlaczego te kilka set lat temu doszlo do rozlamu w kk. Byla to logiczna konswkwencja dyzonansu poznawczego jak wystapil u tych ludzi, ktorzy boga i jego slowa mieli w sercu nie w……

  21. J23

    Bardzo mądry tekst. Powinni go czytać codziennie władze każdego szczebla. Smutne jest to, iż własna pycha i duma oraz chęć chorej zemsty biorą górę nad poprawnością polityczną.

dodaj komentarz