Tęsknota

Adwent to czas oczekiwania i przygotowania na przyjście gościa. Nie jest odkryciem, że dziś w Europie jest to czas przede wszystkim wszechogarniającej komercji. Czas, w którym wzmaga się ilość obrotów handlowych, co z kolei napędza gospodarkę.

W przestrzeni Kościoła zaczyna się czas wzmożonego działania związanego z adwentówkami, wigilijkami, spotkaniami świątecznymi, a już w same święta olbrzymią ilością nabożeństw. Do tego trzeba przygotować liczne życzenia, prezenty itd.

Często zastanawiam się czy jest szansa, aby móc przeżyć prawdziwy Adwent i nieco zwolnić bieg życia? Czy można wrócić do funkcjonowania zgodnego z naturą?

Dawno temu starzy mieszkańcy wsi opowiadali mi o czasach ich młodości. Kiedy elektryczność była już w ich obejściach, ale starali się bardzo oszczędnie jej używać, to okres od końca listopada do 6 stycznia był czasem zwolnienia tempa prac w gospodarstwie. Wtedy mogli poświęcić się czytaniu, rozmyślaniu czy długim rozmowom oraz wspólnemu śpiewaniu. Rytm prac polowych regulował aktywność człowieka. Owszem, już zimą przygotowywano się do pierwszych wiosennych prac, a późną jesienią, gdy na polach było już wszystko uprzątnięte, zaorane i zasiane, pracowano jeszcze intensywnie w stodołach obrabiając zebrane plony. Jednak gdy nachodził Adwent ograniczano się do tylko niezbędnych czynności.

Adwent nierozerwalnie kojarzy mi się z postacią Jana Chrzciciela. On także nigdzie się nie śpieszył. Robił swoje, nauczał i chrzcił, a to ludzie przychodzili do niego, by posłuchać bolesnej prawdy. Aby przyjść na pustynię trzeba było zostawić swoją codzienność. Trzeba było oderwać się, choć na chwilę od rodziny, pracy, obowiązków.

I ciągle zadaję sobie pytanie: Czy dziś jest możliwe przeżywanie prawdziwego adwentu? Czy jest możliwe porzucenie świątecznych przygotowań, zakupów, gotowania na rzecz większej ilości czasu na przemyślenia, rozmowy, słuchanie drugiego człowieka?

Czy jest możliwe, aby w parafiach zamiast kolejnych świątecznych spotkań spotykać się na prostym studium biblijnym?
Czy nabożeństwo świąteczne byłoby możliwe bez choinki, światełek, gwiazdy, kolęd?

Jak wielkim szokiem byłoby pozbawienie nas tego, co jest związane z tradycyjnym obchodzeniem świąt!

A może potrzebujemy wstrząsu?

komentarze

  1. Mrówka

    Zewnętrzność to element Świąt pielęgnowany przez wiele osób. Jeśli taką opcję wybierają to jest w tym ich sposób przeżywania, mają do tego prawo.
    Widziałam rodziny, które jednała zewnętrzność i choinka….. i to był krok do tego, by odkrywali w świętach coś jeszcze, ich głębię, by odkrywali na nową swoją wiarę.
    Widziałam też gorliwych ewangelików przestrzegających Adwentu do bólu… bez słodyczy, bez tańca, nawet bez śpiewania, bo w tym już za wiele radości… chłód był obecny nie tylko w Adwencie, Święta niewiele zmieniały. Były „biblijnie” poprawne… lecz puste.

    Zapewne potrzebna jest równowaga pomiędzy rytuałem, a jego treścią….

    Czy odebranie ludziom choinki i prezentów uczyni ich bardziej świadomymi…. Obawiam się, że nie.. raczej uczyni ich rozgoryczonymi.
    Może każdy powinien, jeśli chce odnaleźć swoją drogę… swój sposób „wygrzebywania Jezusa z pieluszek”?

    W moim domu nakryty stół, znane potrawy i choinka to dodatek do istotnej treści, do świadectwa wiary jakie przekazywały mi moje babcie (dziadkowie niestety szybko odeszli), rodzice, rodzina.
    Te osoby zawsze wskazywały co i KTO jest w ich życiu najważniejszy, dlaczego świętujemy, dlaczego idziemy na nabożeństwo, a potem spotykamy się przy stole.

    Kiedy co roku zasiadamy do stołu w moim domu te wszystkie symbole, te rytuały pielęgnowane ze starannością są też wspomnieniem moich rodzinnych świadków wiary. Pozbawienie mnie otoczki świąt byłoby więc pozbawieniem mnie pamięci… a przecież czasem przedmioty też są jej elementem.
    W chrześcijaństwie chyba najbardziej znanym przedmiotem jest krzyż….. i nie o przedmiot chodzi, prawda?…. ale o to do czego/kogo się odnosi.

dodaj komentarz