Oczekiwania

„A myślmy się spodziewali…” (Łk. 24,21) Może w czasie adwentu nie za bardzo pasuje ten cytat. Jest on wyjęty z rozmowy uczniów idących do Emaus po śmierci Jezusa, gdy jeszcze nie mieli świadomości zmartwychwstania.

Jak często możemy usłyszeć słowa: „spodziewałem się, oczekiwałem, byłem przekonany, że …”. Wypowiedzi zaczynające się w ten sposób zwykle zawierają dużą dozę rozczarowania. I to rozczarowania inną osobą, jej postępowaniem, zachowaniem czy wyborem, jakiego dokonała.

Skąd bierze się rozczarowanie? Może stąd, że ktoś składał jakąś obietnicę, a później jej nie dotrzymał? A może to my wyobrażamy sobie jakiś scenariusz na życie drugiej osoby i gdy ona wybiera inne drogi niż te, które my dla niej wytyczyliśmy, czujemy się zdradzeni?

Tak czy inaczej mamy oczekiwania względem innych. Czy te oczekiwania są uprawnione czy nie to już inna sprawa. Może więc warto zastanowić się nad tym, co zrobić by nie czuć rozczarowania wyborami i postawą innych? Sprawa wydaje się nieco prostsza, gdy dotyczy osoby, z którą nie mamy emocjonalnych czy rodzinnych powiązań. Zdecydowanie trudniej jest gdy nasze oczekiwania dotyczą współmałżonka, dzieci, rodziców, rodzeństwa, dziadków czy wnuków czyli ludzi bardzo nam bliskich, z którymi na dodatek jesteśmy powiązani różnymi nićmi zależności. Często to od ich postaw, wyborów czy poglądów zależy nasza pozycja czy nasze perspektywy. Albo będziemy ograniczeni, albo zyskamy natchnienie do śmiałych decyzji.

I tutaj doszliśmy do innego aspektu tematu, na ile my inspirujemy, zachęcamy swoich bliskich do rozwoju i do dobrych, nie zawsze łatwych decyzji, a na ile ich blokujemy, zamykamy, ograniczamy.

Sami doświadczamy tego jak bardzo pomocne lub ograniczające mogą być oczekiwania naszych bliskich. A przecież my także możemy inspirować lub ograniczać.

Zachęcam do przemyśleń. Może warto, przyjrzeć się naszym relacjom z innymi, może warto dokonać pewnych przewartościowań?

dodaj komentarz