Śmierć przychodzi zawsze za wcześnie

Wracaliśmy z pogrzebu śp. dr. Macieja Lisa, gdy w serwisie informacyjnym podano informację o śmierci prof. Władysława Bartoszewskiego.

Dzień w cieniu śmierci…

Może odczucia, które towarzyszyły informacji o śmierci Profesora były spotęgowane tym, że jeszcze w marcu mieliśmy przywilej słuchać jego wystąpienia podczas konferencji w Centrum Luterańskim, a dotyczącej Memorandum Wschodniego. Była to, jak zwykle, mowa pełna emocji i niezwykłych treści, wypowiadana przez żyjącego świadka historii.

Moje myśli biegły jednak w kierunku pana Macieja Lisa, człowieka niezwykle aktywnego, dynamicznego, pełnego zapału. Przemowy pożegnalne wielu przyjaciół i współpracowników odkrywały ciągle nowe przestrzenie jego pasji. Duże wrażenie wywarło na mnie wystąpienie prof. Ireny Lipowicz – Rzecznika Praw Obywatelskich. Wskazała ona jak wiele różnych przestrzeni było otwartych przed dr. Lisem, a jednak wybrał mniej spektakularną, mniej dochodową: drogę służenia drugiemu człowiekowi swym czasem i zdolnościami.

W tym miejscu nie sposób nie wspomnieć dwóch wypowiedzi przyjaciół Pana Macieja, którzy mówili o relacjach przyjaźni, jaka ich łączyła, o wspólnych przeżyciach – obaj przyjaciele byli na wózkach inwalidzkich.

Pan Maciej miał niezaprzeczalny wpływ na kształt naszego Kościoła. Wieloletni członek Synodu Kościoła, przewodniczący komisji ds. prawnych. Przez jakiś czas radca Konsystorza, przez dwa lata jego wiceprezes.

Zastanawiałem się dlaczego tak trudno uwierzyć w śmierć takich ludzi jak profesor Władysław Bartoszewski czy dr Maciej Lis. Każda śmierć przynosi ból tym, którzy byli związani ze zmarłą osobą, jednak odejścia niektórych nie potrafimy zaakceptować.

Dlaczego?

Są takie osoby, które nigdy nie skarżą się na swoje zdrowie, nie narzekają na swój los, zawsze są aktywne. Można powiedzieć, że znajdują się w biegu. Zawsze gotowe do pracy, do odpowiadania na pytania, chętne do podejmowania wyzwań, do rozwiązywania trudnych spraw.

Nagle, gdy umiera taka osoba, wydaje się to bardzo nierealne, raczej przypomina zły sen, który zaraz minie, bo przecież kto jak kto, ale On/Ona!? Trudno uwierzyć, że wokół nas zabraknie tego, tak zawsze aktywnego przyjaciela.

A jednak wszyscy umieramy. Wszyscy odchodzimy. Wszyscy przemijamy. Nikt nie będzie w stanie zapewnić sobie nieśmiertelności. Dlatego wracając z pogrzebu ważnego dla mnie człowieka, słysząc o śmierci innego człowieka, który był tak niezwykłą postacią, myślałem też o Zmartwychwstałym.

Na nagrobku obok grobu Macieja Lisa był napis, który zwrócił moją uwagę: „Ci którzy znali, wspomną, ci którzy kochali, nie zapomną.”

Taka jest prawda o życiu człowieka. Do niej jednak można dodać dalszą treść: „Wszyscy zmartwychwstaną, a ci, którzy wierzyli, żyć będą.”

dodaj komentarz