Fascynacja marnotrawnym synem

Historia o marnotrawnym synu zawsze mnie fascynowała. Zaczęło się od tego, że gdy miałem około 10 lat, duchowny prowadzący katechezę zadał nam pytanie – którym z synów chciałbyś być?  Pewnie oczekiwał poprawnej odpowiedzi, którą powinno być wskazanie młodszego. Większość moich przyjaciół tak właśnie zrobiła. Ja jednak identyfikowałem się z tym starszym. Duchowny korygował moją wypowiedź zwracając uwagę, że starszy nie potrafił przebaczyć itd. 

Nie chcę tutaj wygłaszać rozważania czy traktatu teologicznego. Oczywiście wiem, że nie synowie są w centrum tej historii tylko Miłosierny Ojciec – obraz Boga, który przebacza nam nawet największe grzechy.

Natomiast fascynuje mnie fenomen „marnotrawnego syna”. Świat poznaje ciągle nowych „marnotrawnych synów”. Zawsze są w centrum uwagi, dążą do tego by swoją osobą zainteresować wielu.  Niezależnie czy odnoszą sukcesy czy też spektakularne porażki, otoczenie zwraca na nich uwagę.  Przecież nawet tłumacze i redaktorzy Biblii często nadają tej przypowieści tytuł „O marnotrawnym synu”, zamiast „O miłosiernym Ojcu”. Nawet w opowieści Jezusa marnotrawny syn przyciąga większą uwagę niż Ojciec, którego miłość imponuje.

Dlaczego tak się dzieje, że ktoś kto nie zawsze postępuje fair, często łamie zasady dla swojej korzyści, ktoś, kto robi wokół siebie wiele pustego szumu, zyskuje uwagę otoczenia?

Dlaczego tak łatwo zyskuje też przebaczenie? Wystarczy, że powie krótkie przepraszam i ludzie są gotowi mu przebaczyć. Nic się nie stało, wszystko w porządku, nie ma sprawy. Czasami w konsekwencji tego przebaczenia przyjmuje się rozwiązania, które są podejmowane kosztem tego „starszego brata”, tego, który zawsze postępuje według zasad, który nigdy nie pozwala sobie na szaleństwo, który zawsze jest fair.

Młodszy znowu jest w centrum. Wszyscy się cieszą i chyba w głębi duszy spodziewają się, że za jakiś czas ów „marnotrawny” znowu zaskoczy  niestandardowym zachowaniem. Z jednej strony nie można na nim do końca polegać, z drugiej – jemu wolno więcej.

Na pytanie duchownego, tak jak to zaznaczyłem na początku, odpowiedziałem, że chciałbym być jak ten starszy syn. Po latach mogłem przeprowadzić analizę co ta odpowiedź mówiła o mnie.

komentarze

  1. Dariusz Lik

    Podzielam komentarz pani Darii Stolarskiej!
    Myślę, że szczery i przemyślany.
    A na marginesie: często bywam marnotrawnym synem i stale potrzebuję przebaczenia mojego Ojca!

  2. ksad

    Bóg wcale nie musi nam ufać. Zresztą – po co? Czy naprawdę potrzebujemy Jego zaufania? Ja nawet nie mam zaufania sam do siebie. Rzadko do ludzi. Takie życie i takie realia. – Bóg nas zbawia, ratuje, dźwiga z toni. Czy ratownik musi mieć zaufanie do ofiary? Raczej ofiara do ratownika.

  3. Jerzy Marcol

    Kiedy przy okazji ewangelizacji zaprasza się ludzi do złożenia świadectwa o nawróceniu i powierzeniu życia Bogu, o wiele większe wrażenie na słuchaczach robią świadectwa ‚synów marnotrawnych,’ czyli osób, którzy żyli w jawnych grzechach, a w pewnym momencie przeżyli dramatycze spotkanie z Bogiem, w rezultacie którego zmienili swoje życie, porzucili grzechy i postanowili żyć tak, aby ich życie podobało się Bogu. Żadko kiedy słyszy się na ewangelizacji świadectwa ‚drugiego brata’, czyli osób, którzy nie wpadli w szpony nałogów, nie prowadzili się niemoralnie i starali się żyć uczciwie. Jedak ten drugi brat też potrzebuje ukorzenia się przed Bogiem, wyznania swoich grzechów i powierzenia mu swego życia. Jeśli patrzę na swoje życie, to nie pasuję ani do obrazu marnotrawnego syna, ani do drugiego brata. Byłem gdzieś pośrodku.
    Dziękuję Bogu, że był w moim życiu taki dzień, kiedy skłoniłem przed nim swoje kolana i powierzyłem mu swoje życie.

  4. Daria Stolarska

    Artek, ale co masz na myśli, że Bóg nas kocha, przebacza, ale nam nie ufa? Bo przecież ojciec z przypowieści to próba przedstawienia, jaki jest Bóg.

  5. Artek

    A mnie zawsze zastanawiało jedno – jak wyglądał dzień, tydzień, miesiąc po powitaniu i święcie z okazji powrotu marnotrawnego. Miłość – jasne, przebaczenie – jasne. Ale zaufanie? Chyba jednak nie…, a przynajmniej nie bezwarunkowe.

  6. Daria Stolarska

    Dla mnie jest to przypowieść o dwóch marnotrawnych synach, a nie o jednym (oczywiście tak naprawdę jest o ojcu, tu się zgodzę). Młodszy zmarnował część majątku i kawał życia, będąc fizycznie z dala od ojca. Starszy wcale nie był lepszy – również zmarnował część życia, chociaż był blisko ojca. Nie cieszył się z tego, nie potrafił z tego korzystać. Był blisko fizycznie, ale emocjonalnie chyba jednak daleko.

    Ja się łatwiej identyfikuję z młodszym synem. Nie dlatego, że chciałaBYM być jak on, tylko dlatego, że BYŁAM jak on. A (Bóg) Ojciec wybaczył i przyjął mnie i wciąż mam wrażenie, że uczta na moją cześć trwa. Jestem Mu za to wdzięczna. Jednocześnie jest mi przykro, że zapewne są w moim otoczeniu osoby, które robią dużo, żeby przeżyć całe życie jak najlepiej, ale nie mają z tego ani krztyny radości. Bo ciągle uważają, żeby się nie potknąć, nie spocić, nie ubrudzić? Bo ciągle kalkulują, co im się opłaca i co z tego będą mieli? Coś w tym stylu.

    „Czasami w konsekwencji tego przebaczenia przyjmuje się rozwiązania, które są podejmowane kosztem tego „starszego brata”, tego, który zawsze postępuje według zasad, który nigdy nie pozwala sobie na szaleństwo, który zawsze jest fair.”
    No właśnie moim zdaniem wcale nie jest fair. Ze swojego wzorowego zachowania robi coś, za co powinno się go chwalić i wyróżniać. Chce zasłużyć na miłość i uznanie ojca? A ojciec kocha nie za coś tylko pomimo czegoś. Młodszego pomimo odejścia i utraty majątku. Starszego pomimo jego postawy – dość roszczeniowej.

    Oczywiście z ludzkiego punktu widzenia jest to trudne do przyjęcia i wydaje się niesprawiedliwe, ale sprawiedliwość Boga jest, jak sądzę, zupełnie „nie z tego świata” 🙂

dodaj komentarz