Cel ekumenii pogrążony we mgle

Przy okazji wizyty kardynała Kurta Kocha, przewodniczącego Papieskiej Rady ds. Jedności Chrześcijan, odbyły się spotkania z przedstawicielami Kościołów zrzeszonych w Polskiej Radzie Ekumenicznej. Wiele mówiono na temat ekumenii oraz o wzajemnych relacjach. Miałem możliwość wysłuchania naprawdę ciekawych wystąpień. Za jakiś czas z pewnością pojawią się materiały pokonferencyjne i będzie możliwość dokonania rzetelnej analizy.

Jedna z tez postawionych przez kardynała mówiła o braku jasnego celu współczesnego ruchu ekumenicznego. Kard. Koch słusznie zauważył, że brak takiego celu sprawia, że ekumenizm nie może się właściwie rozwijać. Na potwierdzenie swojej tezy podważył cel, jaki został wyznaczony przez Kościoły ewangelickie w Konkordii Leuenberskiej, mówiący o pojednanej różnorodności. Celu należy, według kardynała, poszukiwać w pierwotnym Kościele. Jedność Kościoła nie może być tylko niewidzialna. Nie wystarczy by różne Kościoły wzajemnie uznały się za Kościoły. Celem powinna być opisana w drugim rozdziale Dziejach Apostolskich widzialna wspólnota wiary, sakramentów, modlitwy i urzędów. Z wypowiedzi kardynała wynikało, że cel ten stoi obecnie w centrum dialogu między Kościołem Rzymskokatolickim a Kościołami prawosławnymi.

Myślę, że są to dla nas ewangelików ważne sygnały wysyłane z Watykanu. Nie twierdzę, że mamy się z nimi zgadzać, wręcz przeciwnie musimy poważnie zastanowić się nad tym, czy znajdziemy wspólne cele w dialogu ekumenicznym. Na pewno też nie rezygnowałbym z jasno sprecyzowanego celu jedności w różnorodności.

Gdy jednak kardynał odwoływał się do jedności opisanej w drugim rozdziale Dziejów Apostolskich, zastanawiałem się czy przypadkiem nie dokonujemy pewnego zafałszowania obrazu pierwszego zboru i czy na pewno był on wzorem, do którego mamy dążyć. Czy w ogóle należy uznawać, że jakikolwiek okres w historii Kościoła może być wzorem, do którego należy dążyć. Owszem Łukasz opisywał pierwszy zbór jako wspólnotę, w której wszyscy byli razem, mieli wszystko wspólne, doznawali wielu cudów, nabożnego uniesienia, ale nie możemy zapominać, że to waśnie ingerencja Boga doprowadziła do rozproszenia chrześcijan jerozolimskich. Każdy kolejny zbór nie odwzorowywał struktury tego pierwszego. Wręcz przeciwnie, zauważono, że jest potrzebny rozwój i to pod każdym względem. Zarówno struktury jak i głoszonej nauki. A trud tego rozwoju podejmowano także pod wpływem wyraźnego działania Ducha Świętego. Przywołam choćby doświadczenie Piotra posłanego do domu Korneliusza. Pierwszym dylematem, który musiał zostać rozstrzygnięty przez apostołów, to kwestia poganochrześcijan.

Zadawano sobie pytanie czy zbawienie jest tylko dla Żydów? Czy ci z pogan, którzy uwierzyli, mają najpierw stać się Żydami, aby być w pełni zbawionymi? Rozstrzygnięcie, które przyjęto, z pewnością byłoby nie do zaakceptowania w Kościele, który powstał zaraz po Zesłaniu Ducha Świętego w Jerozolimie.

Chcę podkreślić, że nie podważam wielkości i doniosłości prazboru, ale stanowczo chcę powiedzieć, że nie może on stać się synonimem chrześcijańskiego „raju”. Nie może stać się prawzororem. Kościół Chrystusa jest ciągle w drodze i w nieustannym rozwoju. Szukałbym więc celu ekumenizmu nie w historii, nie w jedności widzialnej, nie w jedności przekonań, nauki, czy sakramentów, jeżeli już to w jedności modlitwy i wzajemnej miłości.

***

Luter2017.pl: Krytyka ewangelickiej wizji jedności i polemika

komentarze

  1. Dariusz Lik

    Nie lubię podlizywać się zwierzchnikom, ale tym razem w pełni zgadzam się z Biskupem.
    Ciekawe czy tylko duchowni z „lubuskich” parafii czytają biskupiego bloga? 🙂

  2. ks. Andrzej Dębski

    Prazbór – takim, jakim go opisują Dzieje Apostolskie – niewątpliwie istniał. Problem w tym, że krótko. Jednak powrót do ideału nigdy nie powinien zostać zarzucony. / Rozumiem, dlaczego nasze katolickie siostry i katoliccy bracia kontestują formułę „jedności w pojednanej różnorodności”. W praktyce życia kościelnego zbyt często oznacza ona kompromis z grzechem – vide: Kościoły EKD, akceptujące związki homoseksualne wśród duchownych i wymuszające wśród wiernych i duchownych zgodę dla zachowań (w sferze seksu) nieewangelicznych.

dodaj komentarz