Wiarygodność

Kilka dni temu miałem możliwość zapoznania się z działalnością Jochanesstift w Berlinie. Dyrektor opowiedział nam o funkcjonowaniu tego ośrodka diakonijnego. Oczywiście miałem dużo pytań, na które otrzymałem odpowiedzi.

Fundację założył w 1858 roku ks. Johann Heinrich Wichern (to on „wymyślił” wieniec adwentowy), aby udzielać doraźnej pomocy biednym i potrzebującym. U podstaw każdego podjętego przez ks. Wicherna działania leżała  miłość do Boga i ludzi którzy, jak podkreślał, są przez Jezusa Chrystusa kochani i poszukiwani. Miłość należy okazywać czynem. Działania te doprowadziły do powstania ewangelickiego ośrodka w Berlinie-Spandau, gdzie na obszarze 75 ha zbudowano 60 domów, w których prowadzono bardzo szeroką i różnorodną działalność pomocową na rzecz najbiedniejszych.

Zapytałem gospodarza jak to było możliwe, że ks. Wichern postanowił założyć ośrodek diakonijny i tak po prostu to zrobił? Przecież oprócz pomysłu trzeba mieć jeszcze środki by ideę, nawet najpiękniejszą, przekuć w rzeczywistość. Odpowiedziano mi, że przede wszystkim miał pomysł. Następnie przygotował konkretny projekt. Z tym projektem udawał się do ludzi zamożnych prosząc o wsparcie i, co ciekawe, takie wparcie otrzymywał.

Możemy powiedzieć inne czasy, inne realia i inni ludzie – jednak nie do końca.

Zapytałem bowiem o dzisiejsze działania Fundacji. Przez lata znacznie się rozrosła. Prowadzi szeroko zakrojone prace na wielu polach działalności diakonijnej. Utrzymanie większości przedsięwzięć jest w dużej części finansowane grantami na realizację zadań opieki społecznej. Działalność Fundacji jednak ciągle się poszerza. Powstają nowe szpitale, szkoły, budowane są nowe obiekty, a na to potrzebne są własne fundusze.

Dowiedziałem się, że Johannesstift zatrudnia 16 fundraiserów, których zadaniem jest pozyskiwanie środków. Dużo można by pisać o sposobach, w jaki zdobywają wsparcie. Oprócz funduszy europejskich znaczną część stanowią darowizny osób fizycznych i przedsiębiorstw.

Szef Fundacji z dużym naciskiem podkreślił, że największym kapitałem jest zaufanie, które posiadają. Bez niego nie zdobyliby żadnych funduszy. Tak samo jak ponad sto lat temu przygotowują konkretny pomysł. Z dokładnym planem działań, ze szczegółowym projektem finansowym i uzasadnieniem potrzeby takiej działalności. Tylko wtedy mogą zwrócić się do zaprzyjaźnionych sponsorów o wsparcie. Jest to jednak możliwe tylko dlatego, że są obdarzeni zaufaniem. Utrata wiarygodności oznacza utratę możliwości działania.

Wiarygodność zdobywa się przez lata konsekwentnym działaniem, które opiera się na przejrzystości, uczciwości i pryncypialnym dotrzymywaniu słowa. Nie można ukrywać czegoś przed partnerem, nie można zmieniać przeznaczenia otrzymanych środków, należy bardzo dokładnie się rozliczyć. Dobre imię jest najważniejszą wartością w działaniu funduszotwórczym. Zaufanie ma zatem bezcenną wartością.

Myślę, że warto głośno podkreślać tę zasadę. Zbyt często słyszę o działaniach ludzi czy przedsiębiorstw, które z góry zakładają oszustwo. Ludzie są zatrudniani na umowy śmieciowe, szefowie z góry wiedzą, że nie dotrzymają obietnicy. Dziennikarze używają blefu by zdobyć informacje lub by ośmieszyć tych, których z jakichś powodów nie lubią.

A jak jest z wiarygodnością w Kościele? Czy zaufanie jest dla nas również bezcenną wartością? Jestem przekonany, że nawet bolesna prawda jest lepsza od pięknego kłamstwa. Oczywiście zawsze musimy brać poprawkę na naszą ułomną naturę. Musimy pamiętać, że „prawda” często jest inna w zależności od punktu patrzenia, że czasem nieświadomie mijamy się z rzeczywistością. To wszystko należy brać pod uwagę, ale na pewno nie powinniśmy świadomie oszukiwać.

Więc jak to jest z tą naszą wiarygodnością?

komentarze

  1. Leszek Orawski

    No właśnie, ale czy wiarygodności nie buduje się na jawności. Na pełnej jasnej informacji, niezależnie od okoliczności i osób, których to dotyczy. Takie mam czasami wrażenie, że chcemy ale… No właśnie….
    Taki brak pełnej i jasnej informacji powoduje powstanie „kamienia węgielnego”, który buduje, ale co buduje to już zależy właśnie od wspomnianego „punktu widzenia”
    Pozdrawiam serdecznie.

    • biskupkosciola

      Panie Leszku,
      nie wiem czy dobrze Pana wypowiedź zrozumiałem. Postuluje Pan pełną informację niezależnie od tematu oraz osób, których dane zagadnienie dotyczy. Wydaje mi się, że świat nie jest czarno-biały i takie proste rozwiązania nie przyniosą nic dobrego, a wręcz przeciwnie. Owszem w wielu wypadkach potrzebna jest pełna przejrzystość i dostęp do informacji, ale nie zawsze. Czasami potrzebna jest dyskrecja zwłaszcza gdy sprawy dotyczą ludzi lub spraw drażliwych.

      • Leszek Orawski

        Oczywiście, ze treści drażliwe (ogólnie uznawane za takie) tz.: dotyczące orientacji seksualnej, zdrad małżeńskich, nadużywania wszelkiego rodzaju używek, problemów rodzinnych powinny być załatwiane bez wskazywania szczegółów a publikowane wniosków z nich płynących należy publikować w krótkich komunikatach. Powinna jednak być pełna przejrzystość i jawność w zakresie podawania do wiadomości pełnej informacji dotyczących pozostałych zagadnień obrad Synodu. Członkowie Kościoła powinni znać pełny zakres prac synodalnych i to w zakresie publikowania wszystkich wniosków jak i uchwał, sprawozdań rzeczowych poszczególnych komisji czy też duszpasterstw, sprawozdań finansowych jak również preliminarza budżetowego, a po zaakceptowaniu i przyjęciu protokołów obrad Synodu, również i one. No i oczywiście pełnej zbiorczej statystki.
        Powyższe informacje w znacznej ilości były publikowane w połowie ubiegłej dekady w postaci papierowej, o ile się nie mylę to nazwało się to Biuletyn Informacyjny Kościoła EA w RP.

dodaj komentarz